Tagi

Index tagów

Portugalczyk trąbi życzliwie. A kierunkowskazy? Czasami włącza...

Oceń: [0,11111111111111] Down Up
27.04.2018 08:39:00

Parkują, gdzie popadnie i rzadko używają świateł, ale szanują pieszych, a klaksonem pozdrawiają – tak kierowców z Lizbony i Porto widzi tamtejsza polonia. Prawko zdać łatwo, tylko trzeba je odnawiać. Czyli płacić, płacić, płacić.


Kiedyś Portugalczycy cieszyli się bezterminową Licenca de Conducao. Teraz nawet trzydziestolatek otrzymuje prawo jazdy z datą ważności. I maksymalnie po dziesięciu latach musi udać się do urzędu komunikacji i transportu (Instituto da Mobilidade e dos Transportes). A konkretnie do kasy, bo odnawianie uprawnień nie wiąże się z wizytą np. u okulisty. To tylko czynność administracyjna. Osoby w wieku 60+ są zobowiązane aktualizować dokumenty co pięć lat (przechodzą też badania lekarskie i psychotesty), zmotoryzowanych po siedemdziesiątce sprawdza się co dwa lata. O ile kontrolowanie fizycznej i psychicznej sprawności kierowców seniorów nie budzi kontrowersji, kasowanie kilkudziesięciu euro za kawałek plastiku z nową datą już irytuje. Fiskalizm państwa zmotoryzowani odczuwają na każdym kroku. Oprócz podatku drogowego (UIC – Imposto Unico de Circulacao) jest podatek od wprowadzenia samochodu do użytku (ISV – Imposto Sobre Veiculo), uzależniony od rodzaju pojazdu, roku produkcji, mocy silnika. Zwykłe przerejestrowanie auta kosztuje 45 euro, ale zamiana tablic rejestracyjnych PL na P to już wydatek na poziomie kilkuset euro.

– Niekiedy trzeba zapłacić więcej niż wartość pojazdu – informuje Magdalena Paluchowska. – Te przepisy są niezgodne z prawem UE, ale w Portugalii mówią, że im bardziej opłaca się ściągać nielegalne opłaty i płacić kary Unii, niż zrezygnować z tego procederu – komentuje.

Koleżanka pani Magdy w marcu zdawała egzamin na prawo jazdy.

– Mówiła, że łatwy. Problemem jest tylko kasa – wyjaśnia Polka z Lizbony.

Sprawdziliśmy oferty Escola de Conducao (portugalskie OSK) w dużych i małych miastach. Standardowy kurs na kategorię B kosztuje około 500 euro. Promocyjnie zapraszają na szkolenie za 469 albo 449 euro. Młodzieżowe uprawnienia na motorowery można zrobić za 150 euro (pięć godzin szkolenia), kategorię A1 za 200 euro (12 godzin zajęć), A2 i A kosztują po 270 euro. Za 579 euro można zrobić łączony kurs na A+B. Wizyta w szkole jazdy to dopiero początek wydatków. Za egzaminy – teoria i praktyka – płaci się po 30 euro. Za wydanie dokumentu IMT kasuje kolejne 30.

Prawko na osobówki może robić osiemnastolatek. Motorower legalnie prowadzi się od 16. roku życia. Cykl szkolenia, formuła egzaminu są standardowo europejskie: kurs na kategorię B zaplanowany jest na 32 godziny. Test ze znajomości przepisów zawiera 30 pytań. Przynajmniej 27 odpowiedzi należy zaznaczyć poprawnie. Na wykonanie zadań jest 35 minut. Jazda egzaminacyjna ma trwać 40–55 minut. Przeprowadza ją pracownik Centro de Exames de Conducao (są 33 takie państwowe ośrodki), a instruktor wspiera kierowcę duchowo z tylnego siedzenia.

Egzamin składa się z trzech części: teoretycznej, praktycznej i technicznej. Ta ostatnia ma sprawdzać wiedzę z podstaw mechaniki, eksploatacji pojazdu.

– Koleżanka zapewnia, że żadnej części technicznej nie ma – stwierdza Magda Paluchowska. – Poziom dezinformacji w kwestiach prawnych jest tu wysoki. Często można natknąć się na sprzeczne informacje.

Wszystkie oficjalne publikatory informują o części technicznej, więc prawdopodobnie wyluzowani portugalscy egzaminatorzy przeprowadzają ją przy okazji powitania z egzaminowanym. Jeśli wie on, z której strony wsiąść do auta, jak ustawić lusterka, zapiąć pasy, odpalić silnik – jest wystarczająco kompetentny.

Bez kamizelki ani rusz

Luźne podejście do przepisów widać na każdym kroku.

– Nie używają kierunkowskazów, trąbią i jeżdżą bez świateł. Taki mały chaos na drodze – opowiada Ewelina Pałysa, kolejna Polka z Portugalii. – Nie jest źle, czasem tylko się zastanawiam, czy wszyscy znają kodeks drogowy.

O drogowe refleksje poprosiliśmy Annę Bojarowicz, która przez kilka lat mieszkała w Porto, a teraz pracuje w Lizbonie. Ania zapytała koleżanki i… dziewczyny dały czadu.

– Tutaj po prostu jeździ się, tak jak jest najwygodniej. Nie bacząc na znaki, ale na bieżąco obserwując ruch, innych kierowców, pieszych – podkreśla Agata Wiórko. – Nie widzę takiego klasycznego nerwowego chamskiego trąbienia, zajeżdżania drogi.

– Wolę to ich trąbienie i miganie światełkami w korku, bo nie ma w tym ani agresji ani chamstwa. Ot, tak lubią pokazać, że są ważni – diagnozuje Anna Wrocławska. – Czasami trzeba wymusić, bo sami nie wpuszczą – dodaje z humorem.

– Mało kto rzuca przekleństwa za nic. Rzadko trąbią złośliwie – zawraca uwagę Katarzyna Wojciechowska.

Członkinie nieformalnego stowarzyszenia przyjaźni polsko-portugalskiej tłumaczą, że klaksony, „miganie” czy wymachiwanie rękoma to zwykle gesty życzliwości. Pozdrowienia.

– Maniery portugalskich kierowców oceniam jako dobre. Moja córka nauczyła się już dziękować podniesioną ręką – chwali się Anna Sobisz Faria.

– Mimo wszystkich uwag na drogach jest bezpiecznie – stwierdza Malwina Żerkowska. – Mogliby jednak włączać światła, kiedy pada – sugeruje z przekąsem.

Na Półwyspie Iberyjskim jest więcej słońca i może dlatego nie wprowadzono obowiązku jazdy na światłach mijania przez całą dobę. Co ciekawe – nie wymaga się też wyposażenia auta w apteczkę i gaśnicę. Obligatoryjna jest natomiast kamizelka odblaskowa. Mandaty za brak „odblasków” wynoszą od 120 do 600 euro.

– Nawet po drobnej kolizji Portugalczycy nie ruszą samochodów z miejsca. Tylko zakładają kamizelki i czekają na służby, blokując całe drogi – opowiada Magdalena Paluchowska.

Podkreśla, że w Lizbonie rzadko słyszy się o poważnych wypadkach komunikacyjnych.

– Natomiast stłuczki widzę codziennie – mówi narzeczony Magdy, Peter Kovacs.

Od kilku lat w Portugalii dużo mówi się i pisze o bezpieczeństwie, gdyż statystyki zdarzeń drogowych są bliższe polskich niż szwedzkich. Między innymi dlatego zaostrzono kary za jazdę na podwójnym gazie.

– Mieszkam tu czternaście lat. Jak przyjechałam, to za przekroczone promile był mandat 30 euro. Wielu jeździło zygzakiem. No bo jak coś, to tylko 30 do zapłacenia – wspomina Justyna Szmigielska Aroso Dias. – Na szczęście to się zmieniło.

Normy dotyczące alkoholu nadal są jednak dość liberalne. Doświadczonych kierowców obowiązuje 0,5 promila. Nowicjusze, a także jeżdżący zawodowo (taksówką, ciężarówką) muszą pilnować poziomu 0,2 promila.

Inne podstawowe reguły związane z BRD są już standardowe: pasy bezpieczeństwa, foteliki dla dzieci do 12. roku życia, zakaz rozmawiania przez komórkę w czasie jazdy (musi być zestaw głośnomówiący lub słuchawka zakładana na ucho). W terenie zabudowanym limit prędkości to 50 km/h. Poza miastem można jechać dziewięćdziesiątką. Na autostradach 120 km/h.

Co by tu jeszcze zastawić?

Portugalczycy nie słyną z szalonej jazdy, ale parkować potrafią brawurowo.

– Parkują nawet na rondach – oburza się Peter. – Skrzyżowań z ruchem okrężnym jest to więcej niż w europejskich krajach.

– Jest dużo – potwierdza Anna Sobisz Faria. – I zdecydowanie ułatwiają poruszanie się. Muszę jednak zacytować narzekania mojej portugalskiej znajomej: nie wszyscy wiedzą, jak korzystać z rond.

Małgorzata Silva, która w Portugalii robiła prawko na motocykle, przypomina, że niedawno zmieniły się przepisy regulujące ruch okrężny.

– Na rondo z prawego pasa możesz wjechać tylko wówczas, jeśli opuszczasz rondo na pierwszym zjeździe. Reszta musi z lewego – tłumaczy Małgorzata.

– Już wiem, dlaczego kilkanaście razy byłam bliska stłuczki na rondzie – żartuje jej koleżanka, Angelika Lanqvist.

Na rondach i innych skrzyżowaniach często są niespodziewane zwężenia, bo… ktoś musiał zostawić auto „na chwilę”. Często zmotoryzowani dyscyplinują się przeciągłym trąbieniem.

– Codziennie słyszę kogoś przez kilka minut męczącego klakson, bo nie może wyjechać. Parkuje się wszędzie, gdzie się zmieści! Jeśli jest szeroka dwupasmowa droga, to na środku pozostawiają auta! Przecież bokiem da się przejechać – Magda wyjaśnia portugalską filozofię drogową. – Raz na jakiś czas policja bierze się za wlepianie mandatów nieprawidłowo parkującym. W danym regionie, w danej dzielnicy. Ale w jakiś magiczny sposób lokalsi zwykle wiedzą o tym z wyprzedzeniem – ironizuje.

Auta zastawiają przejścia dla pieszych, chodniki. Każdy skrawek terenu jest na wagę złota. W centrach miast za postój trzeba słono płacić. Informuje o tym dopisek „pago” na znakach. Kierowcy spryciarze korzystają ze świateł awaryjnych.

– Stają „na trzeciego”. Po dwóch stronach ulicy auta zaparkowane prawidłowo. Plus dodatkowe, na awaryjnych. Rezultat? Przesmyk zamiast dwóch pasów – opisuje Anna Sobisz Faria. – Czasem atrakcją jest, gdy na awaryjnych ustawią się rzędem: jeden zablokuje ulicę, a za nim kolejny, kolejny, kolejny – śmieje się Polka.

Mówi też o ulicznych zabawach pod hasłem „kto szybciej zjedzie”.

– Zawożąc dziecko do szkoły robimy sobie z nadjeżdżającymi z przeciwka konkurs na wytrzymałość – ironizuje. – Jedziemy na czołówkę tak długo, dopóki nie pojawi się jakaś dziura między ciasno zaparkowanymi autami.

Taki poranny stres zapewne orzeźwia skuteczniej niż poranna kawa. Polonusi jeżdżący po Lizbonie, Porto, Bradze, Coimbrze przekonują, że do wielkiego ścisku, przepychanek, ignorowania zakazów można się przyzwyczaić.

– Na początku portugalskie zwyczaje drogowe trochę mnie dziwiły. A teraz czuję się tu bezpieczniej niż w Polsce – przyznaje Anna Wrocławska. – Wystarczy tylko spodziewać się wszystkiego, a wtedy nic nas nie zaskoczy.

– Może i parkują na trzeciego, ale jak oni, to ja też. I wszystko jest łatwiejsze – stwierdza Katarzyna Wojciechowska. – Jeśli zaakceptujesz tutejszy styl, to polubisz Portugalię i Portugalczyków.

Pieszy jest święty

Katarzyna przekonuje, że jazda w Portugalii nie stresuje, tak jak w Polsce. Zwraca uwagę, że jest mniej znaków drogowych.

– Na przykład droga z pierwszeństwem prawie nie istnieje. Uważam to za plus, bo jeden drugiego przepuszcza.

Plusy nie przysłaniają minusów. Wszyscy obcokrajowcy, którzy poznali Portugalię, mówią, że po centrach miast jeździ się „na żyletkę”. Że zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa jest normą. Że kierunkowskazów rzadko się używa. Albo w ostatniej chwili sygnalizuje zmianę kierunku.

– W korkach pilnują swojego miejsca jak pies kości i warczą, gdy ktoś chce się wepchać – metaforycznie wyjaśnia Małgorzata Silva. – Sporo jest takich, którzy jeżdżą lewym pasem i trudno ich wyprzedzić.

Małgorzata ocenia, że Półwysep Iberyjski jest trudniejszy dla zmotoryzowanych niż Apeniński.

– W Rzymie jeździło mi się cudownie. Zupełnie harmoniczny bałagan.

Aż trudno w to uwierzyć, bo stolica Włoch jest kilka razy większa od Lizbony.

– Portugalczycy większość swoich frustracji wyładowują za kółkiem. Po byciu miłym i spokojnym przez cały dzień – tłumaczy Magda Paluchowska, cytując portugalskiego znajomego. – To generalnie spokojny naród. Bezkonfliktowy. Nie znam bezpieczniejszego kraju. Poza drogami, oczywiście.

Ale jednej, kluczowej zasady BRD przestrzegają: pieszy jest pod szczególną ochroną!

– Zawsze zwalniają, hamują. Sprawdzają, czy ktoś stoi, czy inny samochód przepuszcza – podkreśla Anna Sobisz Faria.

– To jest cudne! Czasami człowiek nie chce przejść, ale… jak usłyszy pisk opon przy hamowaniu, to z grzeczności przychodzi – mówi Anna Wrocławska

Urszula Nunes Dos Santos przyznaje, że kiedy wraca z Portugalii do Polski, nie może się przyzwyczaić do roli piechura intruza, który przeszkadza zmotoryzowanym.

– Już parę razy siostra ściągała mnie za rękaw z przejścia, bo ja po prostu wchodzę – opowiada Urszula.

– To prawda. W Polsce pieszy musi mieć oczy dookoła głowy, a tu jak ktoś wchodzi na pasy, to nawet się nie obejrzy – wyjaśnia Karolina Kucharska.

Tomasz Maciejewski