Tagi

Index tagów

Podnieśmy ceny, to jest dobry moment! Felieton Marka Kasprzyka

Oceń: [0,058823529411765] Down Up
20.04.2018 09:13:00

Drodzy przedsiębiorcy, podwyższajmy ceny naszych kursów, ale róbmy to z głową, stopniowo. Naprawdę nie ma się czego bać. Jesteśmy zawodowcami wartymi znacznie więcej, niż sami się wyceniamy!


Zdążyliśmy przyzwyczaić się już do zapowiadania zmian w ustawie o kierujących pojazdami i fałszywych alarmów związanych z ich wprowadzaniem. Za każdym razem lęk przed nowym motywuje ludzi do rozpoczęcia kursu nauki jazdy. W tym roku nie było inaczej. Właściciele szkół zacierają ręce, cieszą się ze zwiększonego obrotu i – co za tym idzie – większego zysku. Ale czy to takie dobre? Ruch ten jest także kłopotliwy. Występują wtedy kłopoty związane z brakiem wystarczającej liczby pojazdów oraz rozchwytywanych w tym czasie instruktorów. Zwykle utrudnia to prawidłową realizację kursu, co odbija się negatywnie na kursantach, jak i marce firmy. Kursanci będą narzekać na swoją szkołę, bo szkolenie prowadzone jest np. za wolno albo następuje zbyt duża rotacja instruktorów. Po wzroście ruchu w naturalny sposób następuje spadek. Wtedy przedsiębiorca sięga do rezerw, które wytworzył wcześniej. Koło się zamyka. Niestety, w ten sposób branża jest destabilizowana i osłabiana.

Czasami cena przestaje mieć znaczenie

Jest jednak coś, z czego przy tej okazji można skorzystać. Zwiększenie popytu na usługę szkoleniową w tak krótkim czasie zwykle wpływa na wzrost cen. Dzieje się tak, ponieważ kursanci, jak rzadko kiedy, nie patrzą na cenę, tylko martwią się, czy zdążą zrobić kurs przed zmianami. Są nawet w stanie zapłacić dwa razy więcej za szkolenie przyspieszone. Nagle cena przestaje mieć znaczenie. Niestety, kursanci zapominają, że aby zdążyć przed zmianami, muszą nie tylko ukończyć kurs, ale również szybko zdać egzamin. A do tego potrzebne jest już solidne przygotowanie, zapewniane przez dobrą szkołę jazdy, którą trzeba umieć znaleźć.

Idealny moment na podnoszenie cen pojawia się, gdy z jakiegoś powodu klient nie przykłada do niej wagi. Ceny kursów nauki jazdy są w całej Polsce zatrważająco niskie, więc istnieje tutaj spore pole do popisu. Taką zwyżkę można było zaobserwować w Krakowie. Ceny kursów wzrosły tam średnio o 200 zł i obecnie utrzymują się średnio na poziomie 1500 zł. Jednak nie w każdym mieście tak jest. Przykładem jest Nowy Sącz, w którym ceny utrzymują się na poziomie 1200 zł już od mniej więcej dwóch lat. Na zmiany się nie zanosi. Takich miejsc w Polsce jest z pewnością więcej.

Tysiąc złotych za kurs? To wciąż dostępna opcja

Powszechnie wiadomo, że firmy z danej branży, ustalając cenę swoich usług czy produktów, nie mogą opierać się na wspólnych ustaleniach. Dlaczego? Zalicza się to do czynów mających znamiona nieuczciwej konkurencji. Pozwolę sobie tutaj zacytować ustawę (z 16 lutego 2007 roku) o ochronie konkurencji i konsumentów, a konkretniej – art. 6, ust. 1.: „Zakazane są porozumienia, których celem lub skutkiem jest wyeliminowanie, ograniczenie lub naruszenie w inny sposób konkurencji na rynku właściwym, polegające w szczególności na: 1) ustalaniu, bezpośrednio lub pośrednio, cen i innych warunków zakupu lub sprzedaży towarów”.

Nasuwa mi się takie pytanie: jeśli szkoły jazdy wykonujące tak mocno regulowaną działalność sprzedają swoje usługi w tym samym mieście za ceny różniące się nawet o 30 proc., to czy można takie działanie nazwać uczciwą konkurencją? Gdyby te ceny były jeszcze wysokie… Niestety, tak nie jest. Tysiąc złotych za kurs? Taka opcja jest wciąż dostępna w różnych rejonach Polski.

Ceny podnośmy w… prima aprilis

A dlaczego nie mielibyśmy co roku podnosić cen za kursy? Przecież ciągle rosną koszty zatrudnienia. A inflacja? Co z kosztami ubezpieczeń pojazdów, serwisu samochodów i części zamiennych, materiałów szkoleniowych, mediów?

Wiadomo, że zimą, gdy chętnych na kursy jest mniej, podnoszenie cen byłoby błędem. Dlatego najlepszym momentem byłaby wiosna. Właśnie wtedy notujemy wzrosty zainteresowania kursami. A już najlepszym dniem byłby prima aprilis – ludzie pomyślą, że to żart, podczas gdy my bylibyśmy śmiertelnie poważni!

Do tego jednak konieczne jest konsekwentne podejście właścicieli szkół jazdy, zwłaszcza większych, którzy zazwyczaj dyktują ceny na lokalnych rynkach. Te ośrodki nie są duże bez powodu. Przyciągają więcej klientów niż inne firmy. Ceną kursów w tych ośrodkach sugerują się właściciele mniejszych szkół. To ma swoje uzasadnienie.

Nie ma co wymagać, żeby mniejsze firmy dyktowały dokładnie takie same ceny, jak większe. U nich kurs będzie kosztował mniej. Ale jeśli mała szkoła chciałaby stać się większą, musi zrobić jeszcze coś innego. Konkurować czymś więcej niż ceną.

Oczywiście nie chcę zbytnio generalizować. Są przecież małe szkoły, które się cenią, bo mają ku temu powody i potrafią na tym dobrze wyjść. Jakość nauczania jest tam wysoka, a za nią idzie rosnąca popularność. I to jest dobra strategia. Realizowania takiej życzyłbym wszystkim. Rozwijajcie jakość, bo ona jest w cenie. Nasi klienci tego chcą i bez problemu za to zapłacą.

Moja propozycja nie jest ani skomplikowana, ani nierealna. Coroczny wzrost cen kursów o np. 100 zł pozwoliłby wprowadzić do tej branży chociaż podstawy stabilizacji. Takie działanie sukcesywnie przyciągałoby z powrotem do zawodu dobrych instruktorów, bo stawki wreszcie byłyby konkurencyjne z tymi, które otrzymują pracując w innych branżach. Ale nie ma też co przesadzać. Podniesienie cen kursów o 500 zł byłoby teraz po prostu nierealne.

Jesteśmy warci więcej, niż sami się wyceniamy!

Drodzy przedsiębiorcy, podwyższajmy ceny naszych kursów, ale róbmy to z głową, stopniowo. Rewolucjami niech zajmują się ustawodawcy, którzy poza pomysłami stale szokują przekładaniem wprowadzenia zmian w ustawach, destabilizując branżę. Na to i tak nie mamy wpływu. Nie bójmy się wykonać tego kroku. Nie czekajmy biernie na zbawienie, bo o to zadbać musimy sami. Czy mamy wychodzić na ulicę? Czy takie metody są konieczne? To już nie te czasy. Jeśli sami o siebie nie zadbamy, to kto to zrobi? Prezydent, minister, dyrektorzy wydziałów we wszelakich urzędach? Wierzę w siłę i mądrość przedsiębiorców. Apeluję z nadzieją, że wraz ze mną widzicie w tym sens i również macie dość stagnacji w tej branży. Naprawdę nie ma się czego bać. Jesteśmy zawodowcami wartymi znacznie więcej, niż sami się wyceniamy!

Zepsuliśmy, teraz zabierzmy się za naprawianie

Walczmy jakością. Nie chodzi mi przecież o nabijanie kieszeni właścicieli szkół, tylko o wzmacnianie branży szkolenia kierowców. Bo wykonujemy skomplikowaną, absorbującą i odpowiedzialną usługę. Cena za nią powinna być adekwatna do nakładów, a obecnie tak nie jest. W naszej branży powinno się dobrze zarabiać. Choćby tak jak w Europie Zachodniej. Jest jednak jeden warunek. Możemy podnosić ceny, ale wraz z nimi musimy podnosić także jakość naszych szkoleń. O sile branży nie świadczą bowiem tylko pieniądze, ale również to, co za te pieniądze otrzymują klienci.

To my przyzwyczailiśmy kursantów do niskich cen. Zepsuliśmy to, więc teraz zabierzmy się za naprawianie. To leży w interesie przedsiębiorców, naszych instruktorów i pracowników, ale również klientów, którzy dostaną świetne szkolenie za warte tego pieniądze. Skorzystają na tym także użytkownicy dróg. Dzięki dobrze prowadzonym szkoleniom wyrosną nam wspaniali kierowcy, którzy nie będą stwarzali zagrożenia na (obecnie bardzo niebezpiecznych) polskich drogach.

Olbrzymia waga kursu

To nie dwugodzinne wykłady w ośrodkach egzaminacyjnych, godzina treningu na płycie poślizgowej, zielony listek czy kolejne ograniczenia prędkości, zakazy, nakazy poprawią bezpieczeństwo na drogach w Polsce. Przyczyni się do tego nowa generacja kierowców, nowa mentalność użytkowników dróg. A ich kształtowanie zaczyna się podczas kursu na prawo jazdy. Bo wtedy kandydat na kierowcę nie ma jeszcze złych nawyków.

Niestety, mamy to już we krwi, że jeśli się czegoś nauczymy, uważamy się za ekspertów. Zanim kierowca zacznie samodzielnie zbierać doświadczenie, musi być do tego doskonale przygotowany. Niestety, egzamin państwowy wszystkiego nie zweryfikuje, za to życie już tak. Dlatego waga kursu nauki jazdy jest tak duża. Szkolenia te nie będą dobre bez dobrych specjalistów, a ich też nie będzie, gdy zabraknie dla nich pieniędzy. Życzę nam wszystkim, żebyśmy mieli głowę na karku, potrafili opanować emocje potrzebne do umiejętnego kontrolowania cen kursów, dawali sobie szanse prowadzenia wysokojakościowych szkoleń dużej liczbie kursantów, mogli realizować się zawodowo i godnie przy tym żyć.

Marek Kasprzyk, właściciel szkoły jazdy Quattro z Krakowa i Nowego Sącza