Tagi

Index tagów

Wychowanie. Felieton Marcina Zygmunta

Oceń: [0,23076923076923] Down Up
14.12.2017 08:36:00

Jak kiedyś reagowano na żale dziecka skarżącego się na nauczyciela, instruktora, który „się uwziął”? Padały słowa: „nie wymyślaj, bierz się za naukę”. Każdy z nas miał poczucie, że jest ktoś nad nami, że jest jakiś autorytet, rodzic, nauczyciel, ktokolwiek. Dzisiaj kursant często rządzi instruktorem. I traktuje go jak służącego.


Niedawno we wszystkich telewizjach pojawiły się obszerne relacje z wypadku, do którego doszło w Swarzędzu koło Poznania. Miejsce zdarzenia znam bardzo dobrze, mieszkam niedaleko, codziennie jadę drogą krajową nr 92. Co tam się stało? Zginął chłopak jadący w… bagażniku samochodu. Siedmiu jego kolegów się uratowało. Kierowca miał we krwi ponad promil alkoholu, nie posiadał prawa jazdy i uderzył w bariery. Podobno jest w trakcie kursu. Jak to się mówi w młodzieżowym języku, „robił za kierowcę”.

Czyszczenie znaków

W czym leży problem? W braku autorytetów. Kiedyś było inaczej. Pamiętacie wywiadówki? Jak coś przeskrobaliśmy, trzęśliśmy przed nimi portkami. Czuło się respekt przed nauczycielem i rodzicami. Wiedzieliśmy, że jak zrobimy coś złego, poniesiemy konsekwencje. Rodzic z reguły stał murem za nauczycielem. Nikt nie podważał autorytetu tego drugiego.

Instruktor nauki jazdy też był kiedyś kimś. Wystarczyło, że spojrzał i człowiek już wiedział, co źle zrobił. Czyszczenie znaków, których się nie zauważyło, to była codzienność kursanta. W samochodzie był jeden szef. To on decydował, co należy robić. Nikt mu nie podskakiwał. Że skarżeniu na niego nawet nie wspomnę.

Instruktor jako służący

Jak kiedyś reagowano na narzekania dziecka skarżącego się na nauczyciela, instruktora, który „się uwziął”? Padały słowa: „nie wymyślaj, bierz się za naukę”. Każdy z nas miał poczucie, że jest ktoś nad nami, że jest jakiś autorytet, rodzic, nauczyciel, ktokolwiek.

Dzisiaj kursant często rządzi instruktorem. I traktuje go jak służącego, który podjedzie, odwiezie, wszystko za niego załatwi. Wielu właścicieli i instruktorów boi się kandydatów na kierowców, bo jak coś złego napiszą na portalu społecznościowym, to szkoleniowiec lub szkoła mogą mieć kłopoty. Instruktor musi znosić fochy kursanta, musi być zawsze wobec niego uległy. Jakiekolwiek wymagania? Stawianie wysoko poprzeczki? Zapomnijcie!

Rodzice są zajęci karierą zawodową. A szkoła? Szkoda pisać… Instruktor też bez jaj. Konsekwencje? Młody człowiek nie ma autorytetu, nie ma kręgosłupa moralnego. Liczy się tylko ja.

Znieczuleni

Zastanawiam się, kto temu młodemu człowiekowi dał samochód, pozwolił pojechać do Poznania? Gdzie byli rodzice? Nie wyobrażam sobie tego, że chłopak bez prawa jazdy bierze samochód i mówi: „jadę do Poznania na imprezę”, a matka mu na to: „masz stówkę, baw się dobrze”.

Nie wiem, jak skomentować postępowanie znajomych tego „kierowcy”. Co z ich instynktem samozachowawczym? Przecież każdy wie, że z pijanym kierującym się nie jeździ! Przecież tyle się teraz o tym mówi! Niestety, dziś już nawet drastyczne zdjęcia i filmy nie robią na nikim wrażenia. Żyjemy w świecie tak przesiąkniętym przemocą, że jesteśmy znieczuleni.

Zacznijmy od siebie

Jeżeli prawdą jest, że ten chłopak był w trakcie kursu na prawo jazdy, należy się smucić podwójnie. Bo powinien mieć świadomość konsekwencji jazdy bez prawa jazdy i po alkoholu. Nie mówię już nawet o transportowaniu kolegi w bagażniku auta… On spłonął żywcem! Czy tych, którzy przeżyli, dopadnie jakaś refleksja? Nie byłbym optymistą…

Ale najpierw swoje postępowanie powinni przemyśleć instruktorzy. Musimy być profesjonalistami i autorytetami dla młodych kierowców. Musimy zacząć szanować swój zawód, bo to w dużej mierze na nas spoczywa odpowiedzialność za przyszłych kierowców. Przestańmy się podlizywać kursantom, zacznijmy ich szkolić i od nich wymagać.

Marcin Zygmunt, instruktor nauki jazdy, właściciel OSK