Tagi

Index tagów

Jazda w rytmie samby

Oceń: [0,11111111111111] Down Up
23.11.2017 09:14:00

Paliwo jest tańsze niż w Europie, ale drogi marne, a kierowcy lubią przycisnąć. Turyści, którzy chcieli zwiedzić Rio jeżdżąc skuterami, żartują: wypożyczalni jest mnóstwo, tylko strach na jezdnię wyjechać. Polacy mieszkający w Brazylii zapewniają, że do samby za kółkiem można przywyknąć.


Po ulicach Rio de Janeiro szaleje nie tylko bohater popularnej przed lat gry komputerowej „Driver 2”. Ciężką nogę mają taksówkarze, kierowcy turystycznych busów i pojazdów komunikacji miejskiej. Na podróżniczych blogach można znaleźć barwne opisy, jak to się jeździ po Rio. Pewna rodzina z Poznania, której zamarzyła się Copacabana, ostrzega z humorem, że w brazylijskim autobusie każdy musi się czegoś bardzo mocno trzymać. Bo za kierownicą siedzi ktoś taki jak Felipe Massa, tylko zapomniał, że nie znajduje się na torze F1. Inny bloger wędrownik wspomina, że jazda taksówką na Corcovado, gdzie znajduje się słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela, omal nie zakończyła się ostatnim namaszczeniem. Wąsko, stromo, ostre zakręty, a taksówkarz gaz do dechy!

– Jeżdżą „na fantazji”. Jakby hamulców nie mieli. Karnawał. Samba! – potwierdza pan Piotr, który w lutym był w Ameryce Południowej. – Chcieliśmy z żoną wypożyczyć jakieś motorki i pojeździć po wybrzeżu. W dzielnicach turystycznych wypożyczalni jest mnóstwo, tylko strach na jezdnię wyjechać – śmieje się.

Podobnymi opiniami dzielą się polonusi mieszkający w Brazylii.

– Jak idę do pracy, mijam salon ze skuterami i zawsze patrzy na mnie taki jeden piękny zielony skuterek. Wypożyczyłabym. Ale boję się, bo widzę, jak tutaj jeżdżą – pisze Justyna, która z Kielc przeprowadziła się do Cuiaby, stolicy stanu Mato Grosso.

– Też bym się bała, widząc statystyki wypadków – stwierdza Adrianna, kołobrzeżanka mieszkająca w Rio.

– Oni tu jeżdżą jak wariaci – ocenia Kasia z Opola, pracująca teraz w Salvador.

Na forum „Polonia w Brazylii” internautów rozśmieszają porady w stylu „Nie wystarczy mieć prawko. Trzeba mieć refleks”. Ale zalogowani od lat użytkownicy przekonują, że do brazylijskiej spontaniczności i żywiołowości można się przyzwyczaić.

Spowalniacze w żółte pasy

Można również pocieszać się, że temperament tamtejszych kierowców trochę temperują wysokie mandaty (Federalna Policja Drogowa jest surowa) i… wysokie, masywne progi zwalniające. Ich nazwa „lombadas” o tyle może kojarzyć się z lambadą (styl tańca z północnej Brazylii), że samochód zbyt szybko wjeżdżający na takie wybrzuszenie „zatańczy” na jezdni.

– Progi są naprawdę wszędzie. W największych miastach i małych wioseczkach – opowiada Ania Tomasiewicz, założycielka portalu Caipiroska.pl, miłośniczka Brazylii. – Niestety, nie zawsze są oznakowane. Niedostosowanie prędkości może spowodować poważne uszkodzenie podwozia.

„Lombadas” to po portugalsku kolce. Wyglądają inaczej niż progi znane z osiedlowych uliczek w Polsce. Są znacznie szersze (nawet dwa metry), wykonane z betonu lub kilku dodatkowych warstw masy bitumicznej. Pomalowane w – najczęściej – żółte ukośne pasy. Przed garbami ostrzega też oznakowanie pionowe: żółte romby z czarną obwódką. Jeśli znaków nie ma, a kierowca ma ciężką nogę i kiepski wzrok… słono będzie go kosztowała naprawa zawieszenia.

– W Brazylii jeżdżą szybciej niż w Polsce – podkreśla Ania. – Dlatego na każdym wjeździe na teren zabudowany znajdują się takie garby.

Prędkość dopuszczalna w miastach to 60 km/h. Na drogach międzystanowych 120 km/h. To ogólnokrajowy standard. Tak jak obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa. Przy czym przepisy drogowe w poszczególnych regionach, dystryktach trochę się różnią. Na przykład nie wszędzie wymagane są foteliki do przewozu małych dzieci.

Uwaga, mrówkojady

Różnią się również niektóre grupy znaków – informacyjne, ostrzegawcze. Ich treść zależy m.in. od tego, jakie zwierzęta występują w danym regionie. Na żółtej tablicy można zobaczyć choćby mrówkojada.

– Nam wydają się egzotyczne, ponieważ to gatunki niewystępujące w Polsce – komentuje Ania Tomasiewicz.

Znakiem ostrzegającym przed dzikimi zwierzętami jest również znana nam sarenka, ale w Brazylii nie skacze w żółtym trójkącie tylko jaskrawym rombie.

Znaki zakazu mają formę międzynarodową – białe tło, czerwony obwód. Znaki nakazu wyglądają… podobnie. Ciekawostką jest także brak znanego na całym świecie znaku STOP. Zamiast niego jest napis PARE, czyli portugalskie „zatrzymaj się”.

– W przypadku ruchu wahadłowego kierowców informuje się komendami „pare” i „siga”, czyli jedź – opowiada Ania. – Istnieje cała odrębna kategoria znaków ostrzegających przed robotami drogowymi.

Dużo jest też znaków z pojedynczymi literkami. Oczywiście każda coś oznacza. Na przykład przekreślone czarne E na białym tle z czerwoną obwódką to zakaz parkowania (od portugalskiego Estacionamento).

Twórczyni portalu Caipiroska.pl przekonuje, że oznakowanie brazylijskich dróg jest proste, czytelne.

– Znaków jest mniej! Rzadko widzi się takie skupiska jak na skrzyżowaniach w Polsce – zauważa Ania.

Życie zmotoryzowanym ułatwia też specyficzna organizacja ruchu – bardzo dużo ulic jednokierunkowych. Blogerzy podróżnicy zwracają uwagę, że w najbardziej zatłoczonych dzielnicach brazylijskich metropolii prawie wszystkimi „ruas e avenidas” śmiga się w  jedną stronę. To pozytywnie wpływa na bezpieczeństwo, płynność jazdy, choć może nieco wydłużać podróż z punktu A do B. Brazylijską specjalnością jest również miganie lub trąbienie dla bezpieczeństwa. O co chodzi? Ciężarówka z włączonym lewym lub prawym kierunkowskazem to znak dla innych kierowców, czy mogą wyprzedzać. A delikatnie naciśnięty klakson jest pozdrowieniem, podpowiedzią.

– Jeśli wykonujemy jakiś manewr, trąbieniem dajemy znać innym, że się zbliżamy, że jesteśmy obok – wyjaśnia Ania. – Dlatego w miastach jest dużo zakazów używania sygnałów dźwiękowych w pobliżu szpitali.

Egzamin na 70 proc.

Kto może usiąść za kierownicą w Brazylii? Osoby, które skończyły 18 lat, umieją czytać i pisać, mają adres zameldowania i specjalny numer CPF, czyli coś w rodzaju naszego PESEL-u. Wymagany jest też profesjonalny kurs, który kosztuje 1500–1800 reali (1 BRL to około 1,15 PLN). Zacząć trzeba jednak od wizyty w instytucji o nazwie DETRAN (Departamento Estadual de Transito). Brazylijski urząd transportu kompletuje dane biometryczne wszystkich kierowców – odciski palców, zdjęcia; rejestruje ich, wydaje dokumenty. Zanim rozpocznie się szkolenie, trzeba odwiedzić gabinety lekarskie. Obowiązkowe jest nie tylko badanie ogólne, pomiar ciśnienia, sprawdzenie wzroku (koszt, w przeliczeniu, ok. 100 zł), ale również zmierzenie siły uścisku, sprawności manualnej. Ponadto – rozmowa z psychologiem.

Zajęcia w szkole jazdy to 45 godzin teorii i minimum 25 godzin praktyki, w tym plac manewrowy i jazda po zmroku.

– Kurs obejmuje podobne zagadnienia, jak w Polsce: przepisy ruchu drogowego, zasady udzielania pierwszej pomocy, podstawy budowy pojazdu – mówi Ania.

Dopiero po zaliczeniu części teoretycznej (egzamin wewnętrzny) wsiadamy do auta. Gdy czujemy się na siłach, by przystąpić do państwowego egzaminu, zgłaszamy się do lokalnego oddziału DETRAN. Test ze znajomości przepisów (Exame de legislacao de transito) wypełnia się przy komputerze. Z 30 pytań (na kategorię A i B tyle samo) trzeba poprawnie odpowiedzieć na przynajmniej 21, czyli 70 proc. Pozytywny wynik jest – ważnym 15 dni – biletem uprawniającym do jazdy egzaminacyjnej (Exame de direcao). Jak ona wygląda? Zgłaszamy się na wielki plac manewrowy, a dokładniej do stojących tam… namiotów z logo DETRAN. Na filmach promocyjnych tej instytucji widać uśmiechniętych instruktorów w niebieskich kamizelkach i jeszcze szczęśliwszych kierowców. Robią kopertę, parkują tyłem, zatrzymują się w wyznaczonym miejscu (w Rio zdaje się nissanem note lub volkswagenem up). Na wykonanie wszystkich zadań mają pięć minut. Później jest przejażdżka po mieście, trwająca zwykle 20–30 minut. Co ciekawe – egzaminatorzy pracują parami.

– Po zdaniu egzaminu dostajemy tymczasowe prawo jazdy na rok. Jeśli przez ten czas nie popełnimy poważniejszego wykroczenia, jak prowadzenie pod wpływem alkoholu lub znaczne przekroczenie prędkości, uzyskujemy bezterminowe prawko – podsumowuje Ania Tomasiewicz.

Warto podsumować też koszty egzaminu. Polska blogerka szacuje je na równowartość 300 zł. W Sao Paulo opłaty za teorię i praktykę wynoszą po 34,47 BRL, jednak DETRAN kasuje jeszcze ponad 40 reali za wydanie dokumentu. Są też urzędowe ceny badań medycznych – ponad 170 BRL. W Rio za wszystko płaci się ponad 270 BRL. Za poprawkę 101,16.

Kandydaci na kierowców ciężarówek i autobusów (C, E, D – kategoryzacja jest taka jak w Polsce) muszą jeszcze pomyślnie przejść Exame Toxicologico. Zażywanie substancji psychoaktywnych wyklucza prowadzenie pojazdów. Z kolei nastolatki, które chcą zdobyć uprawnienia na motorower, zdają prosty test składający się z 15 pytań. Wystarczy poprawnie odpowiedzieć na dziewięć.

Do jakiego wieku dozwolone jest prowadzenie pojazdów mechanicznych? Formalnej granicy nie ma, lecz po ukończeniu 65. roku życia należy co trzy lata zgłaszać się do DETRAN na 30-godzinny kurs odnawiający uprawnienia. Nie każdy emeryt go zalicza.

Polskie prawko, bez tłumaczenia

Obcokrajowcy odwiedzający Brazylię – czy to na dwutygodniowy urlop, czy nieco dłużej – nie muszą martwić się egzaminami, dokumentami, procedurami. Przez pół roku można jeździć z polskim, niemieckim, brytyjskim prawem jazdy. Tak stanowią przepisy.

– Ja już pięć lat jeżdżę nielegalnie – komentuje na forum „Polonia w Brazylii” dziewczyna o pseudonimie Iparana, która z Wrocławia przeniosła się do Fortalezy.

Adrianna chwali się, że od półtora roku korzysta tylko z polskiego dokumentu i nie miała żadnych problemów.

Niektórzy polonusi radzą, by wyjeżdżając do Ameryki Południowej postarać się tzw. międzynarodowe prawo jazdy.

– Szczególnie przydaje się, kiedy uczestniczysz w kolizji, wypadku – podkreślają.

Inni proponują tłumaczenie polskiego dokumentu na język portugalski. Z pieczątką tłumacza przysięgłego. Jednak od siedmiu lat policja tego nie wymaga. W marcu 2010 roku w Diario Oficial da Uniao, czyli brazylijskim Dzienniku Urzędowym, opublikowano nowe, liberalne przepisy. Turysta może jeździć ze swoim, krajowym prawkiem.

– Międzynarodowe jest mile widziane w wypożyczalniach samochodów – dzieli się swoimi doświadczeniami polska blogerka.

Wypożyczalnie wymagają też karty kredytowej i dokumentu tożsamości. W cenę wynajmu obowiązkowo wliczają ubezpieczenie. Ile kosztuje „rent a car”? Około 100 BRL za dzień. Są oferty poniżej 90 reali, jednak za małe auto, bez klimatyzacji. Ceny paliwa? Zwykła benzyna (gasolina comum) w dużych miastach kosztuje około 3,50 BRL za litr. Diesel –niespełna 3 BRL. Można zatankować też najtańsze paliwo, nazywane „alcool” (etanol) za 2,70.

Standard dróg? W metropoliach jest dość bezpiecznie, szeroko, równo. Duże miasta połączone są autostradami. Za niektóre trzeba płacić. Infrastruktura na południu i wschodzie kraju jest rozwinięta.

– Znacznie gorzej jest na północy i zachodzie Brazylii. Zwłaszcza w porze deszczowej stan dróg może być kiepski – tłumaczy założycielka portalu Caipiroska.pl (intrygująca nazwa oznacza popularnego brazylijskiego drinka).

Zdegradowana infrastruktura to efekt wieloletnich zaniedbań, a jednocześnie dużego ruchu pojazdów ciężarowych, które wykonują ponad 60 proc. przewozów na terenie kraju. Przed piłkarskimi mistrzostwami świata oraz igrzyskami w Rio inwestycje komunikacyjne ruszyły, ale w największym państwie Ameryki Południowej nadal jest dużo nieutwardzonych dróg, a asfaltowe od kilku dekad czekają na ekipy łatające dziury.

Tomasz Maciejewski

Zdjęcia: www.caipiroska.pl

Bez umiejętności czytania ani rusz

Żeby kierować pojazdem mechanicznym, trzeba umieć czytać. A w Brazylii nadal ok. 8 procent obywateli (kilkanaście milionów) to analfabeci 

Mandaty za jazdę w klapkach

Najczęstsze wykroczenia drogowe to przekraczanie prędkości i parkowanie w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Przewodniki i portale turystyczne informują, że obcokrajowcy często płacą w Brazylii mandaty za… jazdę w klapkach. Popularne plażowe „havaianas” noszą tam wszyscy. Ale jeśli w klapeczkach siądziemy za kierownicą, narażamy się na grzywnę. Nawet jeśli jechaliśmy tylko kilometr na plażę.