Tagi

Index tagów

Uwaga, kontrola! Felieton Marcina Zygmunta

Oceń: [0,090909090909091] Down Up
20.11.2017 08:42:00

Na niektórych właścicieli ośrodków szkolenia kierowców padł blady strach. Dlaczego? Bo policja zaczęła się interesować szkołami jazdy i w wielu miejscach przeprowadza regularne kontrole pojazdów oraz dokumentacji szkoleniowej. Szkoda tylko, że martwią się nimi głównie ludzie uczciwi.


Wielu właścicieli szkół jazdy łączy policyjne kontrole z działalnością wydziałów komunikacji starostw powiatowych bądź urzędów miast. Bo przecież te jednostki są odpowiedzialne za wnikliwe sprawdzanie, czy w ośrodkach wszystko dzieje się, tak jak powinno. Ale często takich działań nie uzgadniają.

Szkoły widma mają się dobrze

Poznańska policja (to właśnie w stolicy Wielkopolski prowadzę swój ośrodek) spisuje dane zawarte w karcie przeprowadzonych zajęć. Czy jest to poważny problem dla instruktorów prowadzących szkolenia w sposób nielegalny? Śmiem wątpić. Pisałem już kiedyś na łamach „Szkoły Jazdy” o pewnym człowieku, który kręci się przy budynku WORD-u. Zagaduje zmartwionych kursantów wychodzących z ośrodka, którzy nie zdali egzaminu, i proponuje im przygotowany przez siebie pakiet szkoleniowy. Cena jest tak niska, że zwala z nóg. Czy ktoś się za tego człowieka wziął? Do tej pory nie. Zresztą takich przypadków jest w Polsce mnóstwo. Szkoły widma działają, mają się dobrze, nie podlegają w zasadzie żadnym kontrolom. No bo jak kontrolować kogoś, kto nie istnieje? Przecież spacer w pobliżu ośrodka egzaminacyjnego zabroniony nie jest.

Wyciąganie podbieraka

Ponadto takie osoby są szybko o policyjnych kontrolach informowane. Taka informacja rozchodzi się wśród instruktorów lotem błyskawicy. Co się dzieje potem? Auta szkoleniowe przenoszą się do innych dzielnic. Zawsze przecież można kursantowi powiedzieć, że dzisiaj jest czas na zwiedzanie miasta. Na pewno się ucieszy, w końcu wyjazd poza obszar egzaminacyjny nie zdarza się za często. Zazwyczaj praktykowane jest jeżdżenie wokół budynku WORD-u. Przesadzam? Nie sądzę! Takie praktyki są na porządku dziennym. Może taka kontrola przysłuży się kursantowi, który wyjedzie wreszcie na obszary dla siebie i dla instruktora nieznane?

Oczywiście takie „ucieczki” praktykują szkoły jazdy, które, delikatnie mówiąc, działają według filozofii „jakoś to będzie”. Prowizorki są w Polsce niezwykle trwałe.

Właściciele takich szkół nie boją się zamknięcia swojego ośrodka, bo już niedługo otworzą kolejny. Nie, nie na siebie. Szefem będzie teraz brat, szwagier, może żona. Oprócz tego nie zmieni się nic. Myślę, że każdy z nas może wymienić nazwę choć jednej takiej firmy. I co? I nic. Nas krew zalewa, oni śmieją nam się prosto w twarz. Większość uczciwych przedsiębiorców czuje się upokorzona przez takich krętaczy.

W naszym poznańskim środowisku mówi się, że tacy właściciele „wyciągają podbierak” i łowią kursantów. Nieświadomych, zwracających uwagę na niską cenę, osób, którym zależy tylko na uzyskaniu papierka.

Czemu powinna służyć kontrola? Eliminowaniu patologii

Najgorsze jest to, że kontrole budzą emocje wśród właścicieli OSK, którzy prowadzą swoje ośrodki profesjonalnie. Bo co się stanie, gdy okaże się, doszło do pomyłki w karcie prowadzonych zajęć? Doświadczyłem kiedyś takiej sytuacji. Policjant chciał zabrać dowód rejestracyjny pojazdu za to, że na kierownicę auta nałożona była osłona. A w renault clio sztuczna skóra na kierownicy odchodziła razem z naskórkiem kursanta… Jednak funkcjonariusz miał na ten temat swoje zdanie. Stwierdził, że w prywatnym aucie jest to dopuszczalne, ale w pojeździe nauki jazdy już nie… W końcu jednak postanowił się skonsultować z kolegą z radiowozu i odstąpił od zabrania dowodu rejestracyjnego.

Policja sprawdza, czy auta są odpowiednio oznakowane, czy mają elementy wyposażenia zgodne z przepisami. Fajnie, ale czy nie powinno się raczej eliminować z branży patologii, takich firm widm? Bo kontrola nie powinna służyć do nabijania statystyk. To nic nie wnosi…

Marcin Zygmunt, instruktor nauki jazdy, właściciel OSK